Dama z Elche, o której pisałam w poprzedniej notce [click!], to bardzo popularny motyw w całym mieście. Pewnego razu postanowiliśmy z Tonim wyszukać jak najwięcej miejsc z wizerunkiem Damy.
1) na ulicy
2) w witrynie sklepu
3) przed Uniwersytetem w Elche
4) w restauracji Burger King (tak!)
5) w holu Uniwersytetu w Elche
6) w El Palmeral
7) na billboardzie
8) w parku miejskim
![]() |
| wikipedia.pl |
![]() |
| wikipedia.pl |
Egipcjanie mają Nefretete, Francuzi Mona Lisę, a Hiszpanie Damę z Elche. Ta dostojna figura kobiety, bez wątpienia arystokratki, została odkryta przypadkiem w 1897 roku. Następnie wywieziono ją do Francji, gdzie była prezentowana w Luwrze. Do Hiszpanii powróciła w 1941 roku i od tego momentu przebywa w Madrycie (w Muzeum Archeologicznym).
Iberyjska rzeźba pierwotnie wykonana z wapienia była polichromowana, czyli pomalowana. Dama de Elche ozdobiona była czerwienią, bielą i błękitem.
Elche ma prawdziwego hopla na punkcie Damy - jej wizerunek można zobaczyć na ulicach, plakatach, na wystawach sklepów, na uniwersytecie. Razem z Tonim przyjęliśmy wyzwanie, które polegało na znalezieniu w możliwie jak najkrótszym czasie wielu podobizn Damy z Elche w mieście (zobacz: Gdzie jest Dama de Elche?).
Jestem ciekawa czy osoby, które zdecydowały się wyjechać na majówkę do Hiszpanii plują sobie w brodę, że nie zostały w Polsce. W nadwiślańskiej krainie termometry wskazują nawet do 30 stopni Celsjusza, a Hiszpania zamiast rozpieszczać słońcem, chmurzy się. Dla mnie to idealna pogoda, bo nie przepadam za gorącem, a tym bardziej za leżeniem plackiem na plaży. Od jakiegoś czasu z resztą zauważyliśmy z Tonim, ze ilekroć zaplanujemy sobie wypad na plażę (do Alicante czy Santa Pola), to zawsze pogoda się zepsuje.
Mecz wygrał Hercules 0:3, który przez całą pierwsza połowę miał może z 10% posiadanej piłki. Po przerwie jednak ruszył do walki i strzelił 3 gole. Kibice Herculesa przybyli licznie, a ich doping był tak głośny, że przez jakiś czas w ogóle się z Tonim nie mogliśmy porozumieć. Strasznie mi się to podobało - głośno przez cały mecz, a nie czasami. Tego własnie brakuje mi na polskich stadionach, a także na meczach polskiej reprezentacji.
Na mecz przyszło sporo małych kibiców, część w wózkach, część na rękach rodziców. Wszystkie ubrane w barwy klubowe Elche - słodki widok. Mecze w Hiszpanii są zdecydowanie rodzinne, a dzieciaki od małego wyrastają na przykładnych kibiców.
W Polsce swego czasu pojawiały się głosy polityków mówiące, że stadiony w kraju są niebezpieczne dla rodzin, które chciałby pojawić się na nich z dziećmi, nie tylko ze względu na tzw. agresywnych kibiców (pseudokibice to według mnie nietrafiona nazwa), ale także wulgaryzmy, które można usłyszeć z trybun. W Hiszpanii nasłuchałam się na meczach tylu bluzgów i w takiej formie, że postulaty polityków odnośnie 'zachodniej kultury na stadionach' stają się jeszcze bardziej śmieszne i nierealne. Spotkania piłkarskie generują ogromne emocje, a przyśpiewki, okrzyki i wulgaryzmy to pewien element rywalizacji. Całkowite jego wyeliminowanie, szczególnie na stadionach, wydaje się płonnym marzeniem.
| Droga do stadionu |
| zdolności fotograficzne Toniego mnie rozbrajają... :) |
| ochrona w bordowych koszulach plus policja |
| stadion na odludziu |
| góry, góry! |
| absurdy architektury ;) |
| czyżby kwiaty palmy? A potem daktyle? |
| drzewko pomarańczowe! |
My zdecydowaliśmy się ominąć zatłoczone plaże i wybrać się na mecz piłki ręcznej w Alicante. Decyzję podjęliśmy spontanicznie na kilka godzin przed meczem. Kwestia zakupu biletów w niedzielę, na dodatek w Wielką Niedzielę, wydawała mi się prawie niemożliwa, dlatego chciałam pojechać do Alicante jak najwcześniej, by kupić bilet w okienku.
Zastanawialiśmy się czy następnie będziemy musieli wydrukować bilet, jak ma to miejsce w przypadku biletów lotniczych typu Ryanair, co skomplikowałoby sprawę, gdyż drukarki nie mieliśmy. Okazało się, że przed ostatecznym potwierdzeniem zapłaty na ekranie pojawiła się nam lista miejsc, w których mogliśmy odebrać bilety. Te miejsca to specjalne bankomaty (biletomaty) frimy La Cam, w których po włożeniu karty bankomatowej maszyna wyda nam bilety. Sprytne.
Na odbiór biletów mieliśmy jednak około 3 godzin, więc czym prędzej ruszyliśmy szukać wybranych bankomatów w Elche. Na szczęście nie było korków, gorzej mieli ci powracający z plaż do Madrytu, korki jakich mało! Poniżej zdjęcia z podróży z Canals do Elche:
Udało nam się znaleźć pierwszy bankomat z zapisanej listy, jednak okazało się, że był bez opcji wydawania biletów. Musieliśmy szukać dalej, a czas gonił. Kolejny bankomat miał wspomnianą opcję, więc szybko włożyliśmy kartę, ale na końcu procedury pojawił się komunikat: Nie ma żadnych biletów do odbioru. Zadzwoniliśmy więc na infolinię, a tak miły pan poinformował nas, że może użyliśmy innej karty (sic!). Miał rację. Spróbowaliśmy z kolejną i zadziałało! Uff, mogliśmy odetchnąć z ulgą i zacząć szykowanie się do meczu.
| Uda się czy nie uda? |
| Udało się! są bilety :D |
A kibicem jestem radykalnym, zatem mecz Polska-Hiszpania mógł więc być potencjalną walką między mną a Tonim :D Barwy narodowe, z braku flagi musiała zastąpić koszulka kupiona Toniemu na urodziny.
Zanim rozpoczął się mecz rodaków, kibicowałam gorąco reprezentacji Algierii (chyba nawet bardziej niż Algierczycy siedzący w pobliżu, którzy ze zdziwieniem obserwowali mój doping). Pomoc Algierii była konieczna, gdyż grający z nimi Serbowie zaczęli być w korzystniejszej sytuacji niż Polacy - w wypadku wygranej zrównaliby się punktowo z naszą ekipą, co to oznaczało, że nasz mecz z Hiszpanami byłby meczem o wszystko (jak zwykle ;p).
I był. Fantastycznie było zaśpiewać polski hymn. Co ciekawe Hiszpanie nie mają czego śpiewać, gdyż ich hymn stanowi sama melodia (usunięto bowiem słowa hymnu, który był za czasów frankistowskich).
Nakrzyczałam się na meczu aż do zdartego gardła i poczułam jedność z Polakami, którzy też byli na hali (większość to jednak byli tzw. pikniki, bo ich doping ograniczał się do 'Polska! Polska!', a nasi chłopcy na boisku potrzebowali czegoś mocniejszego). Dostaliśmy porządny łomot, media nie zostawiły na reprezentacji suchej nitki i w polskim stylu (chcieliśmy, ale psychika siadła) pożegnaliśmy się z igrzyskami olimpijskimi w Londynie.
Ps. A bilety jednak można było kupić w okienku ;)
Procesja z okazji Semana Santa (Wielkiego Tygodnia) zastała mnie w Elche. Podczas wieczornej (po 22.00) procesji ulicami miasta co niektórzy uczestnicy w ramach umartwiania się pokonywali trasę boso.
Hiszpania to kraj, w którym religią dominującą jest katolicyzm. Z moich obserwacji wynika jednak, że jest to w dużej mierze podążanie za tradycją, historią i zwyczajami, niż gorliwa religijność. Hiszpanie uwielbiają wszelkiego rodzaju procesje, uliczne fiesty i przedstawienia, jednak świąteczne procesje przed i w trakcie Wielkiego Tygodnia (Semana Santa - Święty Tydzień) stanowią odrębne, mistyczne wydarzenia, które warto zobaczyć będąc w Hiszpanii.
Porządek w procesji jest następujący: najpierw zobaczymy pokutników (z bractw religijnych) z zapalonymi świecami - część z nich będzie ubrana w specjalne szaty ze spiczastymi czapkami zakrywające ich twarze. Tradycja noszenia szat pokutnych (nazywanych sanbenito) sięga (jak to zwykle bywa) wieków ciemnych, a dokładniej czasów inkwizycji. Wtedy to osoby oskarżone przez trybunały inkwizycyjne musiały ubierać własnie takie szaty.
Kiedy byłam młodsza, miałam hopla na punkcie dinozaurów. Czytałam o nich wszystko, co tylko wpadło mi w ręce. Ba! Nawet pisałam nową książkę wespół z koleżanką, która również podzielała moje zainteresowania.
Całe wakacje spędzałam w poszukiwaniu skamieniałości - stworzyłam własny zestaw narzędzi składający się z młotka, śrubokrętów i pędzelków do czyszczenia skał, a potem odkopywałam amonity i inne skamieliny, które później oddałam na rzecz szkoły ;p Toni także jako dziecko uwielbiał dinozaury, zatem w ramach powrotu do dzieciństwa, postanowiliśmy odwiedzić Muzeum Paleontologiczne w Elche (Museu Paleontologic d'Elx - w skrócie MUPE).
Zanim wkroczymy do poszczególnych sal, znajdziemy się w kopule ucharakteryzowanej na nieboskłon i zobaczymy prezentację dotycząca powstania życia na naszej planecie (wersja w j. hiszpańskim lub angielskim). Sale podzielone są tematycznie - paleozoik, mezozoik, kenozoik oraz sala poświęcona geologii i skamielinom z obszaru Alicante.
Nastawiłam się na dużą liczbę szkieletów dinozaurów, niestety tylko w jednej sali znaleźliśmy kilka makiet (bo na pewno prawdziwe kości to nie były) velociraptorów, triceratopsa i czaszkę tyranozaura. Przeważały jednak skamieliny i minerały. Samo muzeum jest niewielkie i nawet w 40 minut można obejrzeć wszystkie eksponaty. Bardziej polecałabym je dla dzieci, chociaż i te mogą się wynudzić. Z tego właśnie powodu zorganizowano dla nich specjalne multimedialne pokazy (płatne dodatkowo 1 euro).
Ciekawostka: podpisy przy większości eksponatów są tylko w języku hiszpańskim bądź valenciano! Taka dyskryminacja angielskiego ;)
MUPE Museu Paleontologic d'ElxReplaceta de Sant Joan, 3Strona www: http://www.cidarismpe.org/Ceny biletów:- normalny - 2 euro- ulgowy (młodzież, studenci, grupy, >65 lat, wielodzietne rodziny - 1 euro.- dzieci do lat 6 oraz niepełnosprawni - wejście gratis.
| alternatywne zdjęcie wykonane przez Toniego (standardowy brak ostrości ;p) |

